Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 sierpnia 2018

O [wstawić odpowiedni wulgaryzm] crushuję system sztucznej inteligencji | "GEMINA" Amie Kaufman & Jay Kristoff

01:38 3
     31 lipca 2018 roku dotarła do mnie długo wyczekiwana paczka z Moondrive Shop z [chwila napięcia] zestawem GEMINA nie wyłączając książki, więc oczywistym jest, że rzuciłam wszystko inne w niepamięć i czytałam, i czytałam, z kilkugodzinną przerwą na sen (niestety słabość mojego organizmu wzięła górę nad książkoholikiem). Podgląd zawartości paczki macie obok na załączonym obrazku. GEMINA to kontynuacja ILLUMINAE, którego recenzję znajdziecie tutaj -> klik. No to jak już ILLUMINAE macie nadrobione, to zapraszam na recenzję GEMINY, a na końcu znajdziecie parę fun facts 😉.



     Jestem na 567 stronie, gdy zaczynam to pisać, a mój mózg jest rozjebany.

Jakieś 42 strony temu myślałam, że już nie dostanę większego mind fucka, jednak nie doceniłam autorów.

Strona 615 - moja świadomość chyba potrzebuje wakacji.

Strona 616 - serce także.

Strona 619 - co się tu odpierdala...?
     Ogólnie to chyba nie powinnam pisać recenzji zaraz po przeczytaniu (niech nie myli was data publikacji!), ponieważ czuję się jak na lekkim haju, co zresztą widać po tym, co powyżej. W każdym razie odpaliłam już płytę Planetarium Sufjana Stevensa, Nica Muhly'ego, Brycea Dessnera oraz Jamesa McAlistera, więc nie pozostało mi nic innego jak pisać. W tym momencie zegar wskazuje 23:26. Co może pójść nie tak? 
     Jeżeli oczekujecie od GEMINA, że dowiecie się co tam u Ezry i Kady to niestety, ale poczujecie się oszukani. W tej części mamy dwoje nowych bohaterów! Hanna Donelly i Niklas Malikov zajmują nam czas w tej opowieści. Co jeszcze w tym odcinku? Dalej mamy 2575 rok, dokładnie sierpień. Wspomniana już Hanna to córka kapitana stacji Heimdall. Nick natomiast należy do organizacji (?) zwanej Domem Noży, która jest tak trochę rosyjską mafią z XXI wieku i jest dilerem naszej Hani. Wszyscy przygotowują się do imprezy z okazji Dnia Terry, a w czasie tegoż wydarzenia wpadają typy z BeiTechu i przejmują stację - to są nasi główni antagoniści. Ale przecież nie może być za łatwo, co nie? Jak w pierwszej części mamy zombie, tak teraz dodatkowym problemem są Lanimy, które żywią się falami magnetycznymi wytwarzanymi przez mózg. I na tym się zatrzymajmy z opisem.

ten spektakl niemożliwości zaczyna się tak jak wszystko inne:
od czegoś bardzo małego

     Ogólnie GEMINA jak już może zauważyliście jest zbudowana na podobnym schemacie co pierwsza część. Dwoje bohaterów, oboje oczywiście wszystko tracą, kilka problemów, które trzeba rozwiązać i walka bez wytchnienia. Mam jednak wrażenie, że to druga część bardziej broni się fabułą. Wydaje mi się trochę bardziej... wiarygodna? Tak jakoś. Chyba zwyczajnie bardziej mnie do siebie przekonała. No i jest chyba jeszcze bardziej zaskakująca, ponieważ w pewnym momencie, jak być może wcześniej zauważyliście, sama nie wiedziałam co się dzieje. A dwa ostatnie raporty to już w ogóle kosmos.

     Jednakże od razu mówię, że dla mnie ta część jest gorsza z jednego poważnego względu, jakim jest fakt iż mojego ukochanego AIDANa (tego psychopatycznego komputera) jest zdecydowanie za mało i mam nadzieję, że w trzeciej części się to zmieni. W takim razie o bohaterach. Hanna z odrobinę lepszym wyszkoleniem i dobrym sprzętem mogłaby robić za Terminatora. Taka pierwsza myśl na jej temat. Trochę mnie frustrowała, przez co nie polubiłam jej tak bardzo jak Kady, jednak nie można jej odmówić, że była bardzo dobrze wykreowana. Niklas natomiast jest kimś w stylu Ralpha Demolki (jeżeli oglądaliście ten film, to wiecie o co mi chodzi) - nie chce być negatywny, jednak to gdzie należał właściwie od urodzenia, narzuciło jak potoczyły się jego losy. Ale plusik za niego, bo był odpowiednio dramatyczny. Jednak najwspanialszą postacią w GEMINA jest kuzynka Nicka - piętnastoletnia Ella zwana Pajączkiem. Ona była po prostu świetna. Zadziorna, z ciętym językiem i oddana rodzinie. No i jest hakerką uzależnioną od napojów energetycznych z super ksywą. Jak można jej nie polubić?

     To co mogę dodać to to, że będę do znudzenia zachwycać się nad wykonaniem książki. Pomysłowa i niezwykła, po prostu czarująca. Przebrnęłam przez nią w kilka godzin i bardzo dobrze się przy tym bawiłam. Może język raportującej wydarzenia osoby nie jest adekwatny do sytuacji, ale można wybaczyć. Co więcej ogarnęłam jak ja mało znam wulgaryzmów, bo naprawdę w pewnych momentach nie wiedziałam co wstawić. W każdym razie jak dla mnie Amie Kaufman oraz Jay Kristoff to prawdziwi wizjonerzy i kto wie, może prekursorzy nowego stylu.

CZAS NA FUN FACTS

1. Jak być może wiecie nazwy statków i stacji pochodzą od sławnych postaci. Heimdall prawdopodobnie wziął swoją nazwę od... nordyckiego boga o tymże imieniu. Tak, wiem, mało zabawne. Jednak Heimdall w mitologii strzeże Bifrostu (Tęczowego Mostu), który jest wejściem do Asgardu, a stacja o tymże imieniu ma podobne zadanie, ponieważ można za jej pośrednictwem "włączyć" tunel czasoprzestrzenny. Teraz możecie się śmiać.

2. Autorka Czerwonej Królowej ginie w GEMINA. Bez kitu. A oto zdjęcie na dowód:

3. Autorzy albo AIDAN popełnili błąd. To tak w sumie zamieszczam dla własnego ego i podziwu myślenia, chyba że było to celowe działanie. Wtedy wszystkich  przepraszam za umieszczenie tego. W każdym razie o co mi chodzi. Na moich ulubionych czarnych stronach pojawia się błąd, ponieważ AIDAN podaje zły numer ID osoby relacjonującej wydarzenia zapisane na kamerach. Wyraźnie mówi o osobie, która relacjonowała wydarzenia w łazience, czyli ID 7213-0089-DN, a podaje bodajże swój, czyli ID 7213-0148-DN. SO MUCH FUN.

OCENA: 8,0/10

piątek, 11 sierpnia 2017

...w Londynie zapada mrok

07:57 3
     Kto nie zna Sherlocka Holmesa? Jest to jedna z najbardziej wyrazistych postaci zarówno książek, a także wielkiego i małego ekranu. Niestety sir Artur Conan Doyle nic już dla nas nie napisze, jednak fani pozostali... A co jeżeli któryś z nich podjął wyzwanie dopisania czegoś do świata kryminału Doyle'a, ale... niekoniecznie o Sherlocku Holmesie?
     Moriarty - taki tytuł widnieje na okładce książki Anthony'ego Horowitza, a do tego dopisek: Sherlock Holmes nie żyje. Zapada mrok i już żaden fan Holmesa nie może przejść obojętnie. W każdym razie tak było w moim wypadku.

     Moriarty może się wydawać, że tylko naznaczone jest imieniem tego sławnego profesora. Zaczyna się od sprawy na wodospadzie Reichenbach oraz przyjazdu gości ze Stanów Zjednoczonych. Tymi gośćmi są śledczy Frederick Chase, który podąża śladem gangu Clarence'a Devereux. Śledczy spotyka Athelneya Jonesa, który jest fanem i naśladowcą Sherlocka Holmesa. Razem ruszają śladem przestępców ze Stanów Zjednoczonych, którzy mają zamiar zastąpić Jamesa Moriarty'ego.

czwartek, 13 lipca 2017

...życie pisze najlepsze scenariusze? [PRZEDPREMIEROWO]

02:43 5
     I znowu nie podeszłam poważnie do książki, tak jak do poprzedniej, czyli Światło, które utraciliśmy. Chyba tak już mam - jeżeli coś dzieje się przez przypadek, to nie biorę tego na poważnie, ale przecież nasze życie jest niekończącą się serią przypadków. Tash z Milion odsłon Tash (według mnie tytuł oryginalny, czyli Tash Hearts Tolstoy jest o wiele lepszy!) Kathryn Ormsbee coś o tym wie. Zaczęło się od książki, miłości i marzeń w teorii niemożliwych.
     Zapewne dziwne dla was będzie, że miłość Tash to Lew Tołstoj, a książka, o której wspomniałam to Anna Karenina, ale właśnie z nich zrodziły się marzenia siedemnastoletniej Natashy Zelenki, która razem ze swoją przyjaciółką Jacklyn Harlow postanawia nakręcić internetowy serial Nieszczęśliwe rodziny na podstawie wcześniej wspomnianej powieści.


czwartek, 29 czerwca 2017

...do najważniejszych wydarzeń dochodzi podczas tragedii vol. 1

10:30 5
     Zazwyczaj tytuł postu przychodzi mi z łatwością, jednak czasami muszę nieźle pogłówkować, aby jednocześnie zaciekawił i oddał to, co książka, film, bądź artysta ma do przekazania. Jednak zdarzają się takie tytuły, które w mojej opinii są tak genialne, że postanawiam zachować je na później, ponieważ może się kiedyś o wiele bardziej wpasować w treść. Ten tytuł będę zmuszona zastosować dwa razy i będzie to w pełni uzasadnione. A co mam dla was dzisiaj?
     Śmierć sprawia czasem, że ludzie garną się do życia.
     Mam wrażenie, że właśnie ta myśl towarzyszy nam przez cały czas podczas czytania. Wszystko zaczyna się pamiętnego dnia dla każdego, kto wtedy żył, i to nie tylko w Nowym Jorku czy Ameryce, czyli 11 września 2001 roku, kiedy to World Trade Center, czy też Twin Towers, runęło, a miasto spowiło pył. Właśnie tego dnia Lucy Carter poznaje Gabriela Samsona, w którym z miejsca się zakochuje i zmienia jej życie. Niestety oboje stale gonili za marzeniami i przez to spotkała ich tragedia, w której oboje stracili światło.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

...świecie - dokąd zmierzasz?

10:14 5
     Żyjemy, aby walczyć jeszcze jeden dzień
~ Stephen King
     Nareszcie po egzaminach, wakacje się zbliżają, a ja zabieram się za pisanie. Dzisiaj post prawdopodobnie o niczym i wbrew pozorom, które może stwarzać tytuł, nie jest to post o obecnych wydarzeniach, trendach, czy czymś takim. Jest to post o wizjach przyszłości ukazanych w literaturze i opowieści bardziej lub mniej znane. Zastanowię się nad tym, która jest najbardziej prawdopodobna, najbardziej drastyczna i niepokojąca, a także, która mi by odpowiadała.
     Na które książki się zdecydowałam? NERVE Jeanne Ryan, Misja 100 Kass Morgan, Wyścig Jenny Martin, Mroczne Umysły Alexandry Bracken, Endgame Jamesa Freya, Dotyk Julii Tahereh Mafi, Czerwona Królowa Victorii Aveyard, Selekcja (Rywalki) Kiery Cass, Więzień Labiryntu Jamesa Dashnera i oczywiście nieodłączne Igrzyska Śmierci Suzanne Collins.
     Zacznę od tego dlaczego podjęłam taki temat. Gdy po raz wtóry przeczytałam Najbardziej niepokojąca książka od czasów "Igrzysk Śmierci", które najbardziej rzuca się w oczy na okładce Mrocznych Umysłów, zaczęłam się zastanawiać, czy one są faktycznie aż tak niepokojące.

sobota, 1 kwietnia 2017

...powiedz wilkom, że ich szukam

09:27 1
     Każdy z nas ma kogoś, przy którym nie musi nic udawać i jest szczególnie mu bliski. Wie, że może tej osobie wszystko powiedzieć i ona nie będzie go osądzać. Z którą chce przebywać w nieskończoność. Kogoś, kogo nigdy nie chciałoby się stracić. Osobę, którą prawdziwie i szczerze kocha.
     Dla June Elbus kimś takim jest wujek Finn, który umiera, gdy ma czternaście lat. Jest jej bardzo ciężko, chociaż nikt tego nie zauważa, bo przecież była "tylko jego siostrzenicą". Jednak spotyka Toby'ego - przyjaciela Finna, który pomaga jej nie tylko pogodzić się ze stratą, a także uzupełnić obraz wujka.

sobota, 25 marca 2017

...nie zmienię się jak obraz na płótnie

01:51 0
     "Żyjemy w naprawdę dziwnych czasach." - ciekawe jak często padało to zdanie na przestrzeni wieków. Na pewno przynajmniej raz na wiek od początku historii. Dziwnością naszych czasów jest wiele wydarzeń i rzeczy, jednak ja mam odczucie dziwności literackiej - otóż, gdy teraz padnie nazwisko Grey od razu wszyscy myślą o Christianie Greyu z Pięćdziesiąt twarzy Greya, natomiast w XIX wieku nazwisko Gray wzbudzało wiele kontrowersji... mam na myśli książkę Oscara Wilde'a Portret Doriana Graya, która była potępiana, cenzurowana, okrzyknięta jako skandal, trafiła do kanonu najbardziej kontrowersyjnych dzieł... sporo się wokół niej działo, ale jak to napisał sam Wilde: Książka nie może być moralna lub niemoralna. Jest tylko dobrze lub źle napisana. Do dziś padają głosy krytyki i że ta powieść demoralizuje. Jedna mała literka, a ile może zmienić 😋
     W dziejach świata są tylko dwa ważne okresy. Pierwszy - kiedy pojawia się nowa materia sztuki, drugi - kiedy pojawia się w sztuce nowa osobowość.

sobota, 25 lutego 2017

Ed Sheeran Book Tag ♪

14:08 2
     Obok tego tagu zdecydowanie nie mogłam przejść obojętnie jako fanka Eda Sheerana i miłośniczka książek. Tag ten znalazłam na blogu Klaudii - Czytanie jest magiczne!. Uważam, że ten tag to jeden z najlepszych, jakie do tej pory spotkałam. Trochę go zmodyfikowałam, ponieważ dodałam cztery tytuły od siebie, ponieważ jakoś brakowało mi tych piosenek i zmieniłam So na Cold Coffe, a także All of the stars na Catle on the Hill ale to tylko takie "kosmetyczne" zmiany 😉

Give me Love ~ autor, którego chcesz spróbować

     Marc Elsber, autor Black Out: Najczarniejszy scenariusz z możliwych i Zero: oni wiedzą, co robisz. Bardzo chcę przeczytać te książki.

Kiss me ~ książka, której okładka najbardziej ci się podoba

I'm a Mess ~ książka, której przeczytania żałujesz

     Czerwona Królowa Victorii Aveyard - to były stracone godziny.

Sing ~ książka, której tematyki nie lubisz, ale ci się podobała

     Złodziejka Książek Markusa Zusaka. Najważniejszym wątkiem jest tam II wojna światowa, a jednak mi się podobała.

Thinking out Loud  ~ książka, o której nie możesz przestać mówić

     Wybacz mi, Leonardzie Matthewa Quicka - kocham, uwielbiam i jeszcze raz KOCHAM!

Lego House ~ postać, która w jakiś sposób jest do ciebie podobna

     Oczywiście, że Leonard Peacock z Wymacz mi, Leonardzie Matthewa Quicka.

One ~ książka, którą nie chcesz się dzielić

     Em... każda? Serio, ja nie pożyczam książek. Ale chyba jednak chodzi o taką, która "jest tylko twoja" - Love Letters to the Dead Avy Deallaria.

Photograph ~ książka, przy której trzeba się zatrzymać

     Portret Doriana Graya Oscara Wilde'a. Nie da się jej czytać w pośpiechu.

Afire Love ~ saga, którą kochasz całym sercem

     Uuuu... Ciężki wybór pomiędzy seriami Riordana. Nie mogę którejś kochać całym sercem tylko jednej serii, bo co z miłością do innych książek? Jednak skoro mam zdecydować to Olimpijscy Herosi, bo Leo.

Cold Coffe ~ książka, o której nikt nie wie, a jednak ją kochasz

     Play Javiera Ruescasa 💖 Jest to naprawdę mało znana książka, ale ma to coś, że nie można się od niej oderwać, mimo że nie jest jakoś specjalnie wybitna. Nie mogę doczekać się trzeciej części w Polsce!

Castle on the Hill ~ książka, z którą masz bardzo dobre wspomnienia

     Właściwie to z prawie każdą książką mam dobre wspomnienia. Jedną z książek, które najmilej wspominam jest NERVE Jeanne Ryan

Tenerife Sea ~ książka z niebieską okładką

This ~ pierwsza książka z serii, którą lubisz

     Krąg, pierwsza część Trylogii Engelsfors Autorstwa Matsa Strandberga i Sary B. Elfgren.

Runaway ~ książka, którą wybiegłeś kupić

     Apollo i boskie próby: Ukryta wyrocznia Ricka Riordana. Było to już kilka dni po premierze w dzień urodzin mojego brata. Pojechałam z mamą na zakupy i gdy mijałyśmy centrum handlowe poprosiłam ją żeby zjachała. Wybiegłam z auta i po kilku minutach wróciłam z tą właśnie książką. Było warto.

The A Team ~ książka, po którą sięgniesz ponownie

     Wybacz mi, Leonardzie? Nie no, to by już była przesada, chociaż to prawda. Teraz zasięgnę do lektur, a dokładnie chodzi mi o Buszującego w Zbożu Jerome'a Davida Salingera.

Shape of you ~ książka ze świetnie wykreowanymi bohaterami

     I tu zaczynają się moje tytuły. Uważam, że taką książką jest zdecydowanie Cień Wiatru Carlosa Ruiza Zafona

I see fire ~ książka, która ukazuje najbardziej prawdopodobną przyszłość

     Jak wiecie powstaje wiele książek o przyszłości, głównie tej złej. Według mnie, mimo wszystko, najbardziej prawdopodobne są Igrzyska Śmierci Suzanne Collins, a także NERVE Jeanne Ryan.

Bloodstream ~ książka pozostawiająca natłok emocji

     I tu znowu... nie, nie Wybacz mi, Leonardzie (chociaż też się zalicza). Tym razem powtórzę Złodziejkę Książek Markusa Zusaka, ponieważ to jest niepowtarzalna opowieść.

Lay it all on me ~ nominacje

     Nominuję Julię prowadzącą bloga Z NOSEM W KSIĄŻKACH i Magdę z Pomiędzy Wersami

wtorek, 14 lutego 2017

...spotkam człeka co buszuje w zbożu

01:40 2
   Nie przepadam pisać o lekturach szkolnych. Właściwie jeszcze mi się to nie zdarzyło. Większość lektur jest nudna i zbyt oczywista, oczywiście według mnie. Nie skłaniają zbytnio do przemyśleń, ani nie pobudzają w nas pragnienia podążania tą samą ścieżką co główny bohater. Jednak tym razem lektura, ostatnia już w gimnazjum, tknęła mnie. Nie jestem pewna co spowodowało początkowe zaciekawienie po pierwszych rozdziałach - prawdopodobnie to, że główny bohater jest podobny do Leonarda Pecocka z mojej ukochanej książki Wybacz mi, Leonardzie, o której już niejednokrotnie wam wspominałam. Obie książki dzielą 62 lata, a jednak są w jakiś sposób podobne. Lektura, nad którą będę się tym razem rozwodzić, została napisana przez Jerome'a Davida Salingera i nosi tytuł Buszujący w zbożu.
     Jeśli spotka człek takiego, co buszuje w zbożu
     Buszujący w zbożu to opowieść o szesnastoletnim chłopaku z Nowego Jorku, który niedawno został wylany z już czwartej szkoły, w której się uczył. Ten chłopak to Holden Caulfield, który pochodzi z zamożnej rodziny. Postanawia jak najszybciej uciec ze szkoły, więc zabiera walizki i jedzie do swojego miasta. Jednak nie ma zamiaru na razie wracać do domu - włóczy się po mieście, chodzi do klubów, wypala jedną paczkę za drugą, pije szkocką z wodą sodową i próbuje pozbyć się samotności.
     Jak już wspomniałam Holden Caulfield trochę przypomina mi Leonarda, chociaż nie ma myśli samobójczych. Jest dość inteligentnym wariatem. To określenie chyba najbardziej do niego pasuje. Dużo przeklina, ale ogólnie jest w porządku - mimo że prawie cały czas wspomina o tym, jak to ludzie mało co wiedzą i rozumieją. Jako narrator narzeka na bardzo wiele rzeczy - na kino, na teatr, na nadętych snobów, na swoje byłe, na swoich byłych współlokatorów, na ludzi mało inteligentnych, na inteligentów, na nudziarzy... właściwie na każdy rodzaj człowieka z "wyższych sfer", jaki przyjdzie wam do głowy. Ale bardzo lubi dzieci. Szczególnie te bystre.
     W piosence zamiast spotka, jak to jest w wierszu, występuje złapie. Właśnie to chciałby robić Holden - łapać dzieci buszujące w zbożu, gdy podbiegną za blisko krawędzi urwiska. Krawędź ta chyba jest metaforą dorosłości - kiedy zazwyczaj człowiek staje się zepsuty, nic mu się nie podoba i na wszystko psioczy.
     Bo czy człowiek może wiedzieć, jak to z nim będzie?
     Podobno książka J. D. Salingera jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych książek XX wieku, a nawet wszech czasów. Właściwie nie wiem dlaczego. Jasne, rozumiem dlaczego ochrzczono go pierwszym tytułem, ale drugi? Przecież opisywane w książce sytuacje są obecnie w niektórych środowiskach normalne, np. wypalanie przez szesnastolatka jednej paczki za drugą.
     Książka bardzo mi się spodobała. Narzekania bohatera nie są uciążliwe. Gdyby ktoś mnie zapytał, o czym traktuje powieść, bez wahania rzekłabym, że o samotności. Nie o buncie, nie o zastanawianiu się nad przyszłością, tylko o samotności. Holden jest cholernie samotny. Mam wrażenie, że czuje się samotny odkąd jego młodszy brat Allie, do którego był bardzo przywiązany zmarł na gruźlicę trzy lata wcześniej. Dlatego szukał kogoś z kim mógłby porozmawiać, jednak chyba nawet, gdy z kimś był, czuł się opuszczony. A może trochę za bardzo dramatyzuję?
     Buszujący w zbożu skłoniła mnie do zastanowienia się nad tym, jaka jestem oraz nad tym, co mam zamiar ze sobą zrobić. Nad tym jak bardzo się zmieniłam, w ciągu mijających we wrześniu trzech lat. Tknęła we mnie coś jeszcze, ale nie mogę za bardzo określić co. Czasami tak jest, że coś nas powala, ale nie potrafimy powiedzieć dlaczego. Poczułam sympatię do tej opowieści, po którą z pewnością jeszcze sięgnę.

środa, 1 lutego 2017

...tańczę w iście teksańskim stylu

14:13 4
     Mimo że premiera książki była 1 lutego, ja posiadam ją już od 27 stycznia... Tak jakoś przyszła do mnie wcześniej z niewiadomych powodów. Pierwsza część o tytule Big Red Tequila z 1997 zachwyciła mnie totalnie. Teraz nadszedł czas na drugą część serii Tres Navarre autorstwa Ricka Riordana - Taniec wdowca z 1998.

     Akcja dzieje się dwa lata od ostatnich zdarzeń. Jacksonowi Tresowi Navarre zostało zaledwie kilka godzin oficjalnej praktyki, aby otrzymać licencję prywatnego detektywa, chociaż przez chwilę się zastanawia czy nie zmienić swojego zawodu. Właśnie zajmuje się sprawą zaginionej kasety z nagraniem demo Mirandy Daniels, która ma szansę na wielką międzynarodową karierę. Dodatkowo zostaje zabita członkini jej zespołu, a producent muzyczny znika bez śladu... Tres nie może się powstrzymać od wpakowania się w samo centrum sprawy i sprzedania paru kopniaków.
   Policjanci wiedzą, że sprawcy są głupi, ale i tak czasami ich lekceważą. (...) Większość ludzi, którym zbrodnia uchodzi na sucho, wcale nie wykazuje się specjalną mądrością. Postępują w dostatecznie idiotyczny sposób, żeby zbić policję z tropu.
     W kwestii książek Riordana chyba nie potrafię być obiektywna. Uważam, że Taniec wdowca to kolejna świetna książka autora, chociaż trochę bardziej bawiłam się przy poprzedniej części, jednak zdążyłam się już przyzwyczaić, że większość duugich części jest gorsza - np. Wodospad Lauren Kate, W pierścieniu ognia Suzanne Collins czy Elita Kiery Cass Niemniej jest to bardzo wciągający kryminał już od pierwszych stron. Chociaż w pewnych momentach nie umiałam się połapać, ponieważ trochę zmieniło się w czasie tych dwóch lat oraz znowu powracają wspomnienia z przeszłości.
     Główny bohater nie przestaje zaskakiwać. Tak samo jak autor. Wszyscy dobrze wiemy, że gra w branży muzycznej nie jest zupełnie czysta. I jest to świetny materiał na fabułę, chociaż nie do końca w tej książce jest to wykorzystane. Owszem, sprawa jest ciekawa i zawiła, ale nie ma w sobie tego CZEGOŚ, co miała poprzednia część, jednak i tak czekam na trzecią - Ostatni Król Teksasu. Taniec wdowca jest także trochę za bardzo przegadany w związku z przyszłością Tresa, ale nie cierpi się przy tym ;) Polecam fanom kryminałów, Ricka Riordana, Teksasu, bądź tequili, jako odprężenie po coraz dłuższych dniach.

niedziela, 29 stycznia 2017

...znam Przeklęte Dziecko

10:01 1
     Wiem, że jestem bardzo opóźniona z ostatnią opowieścią o Harrym Potterze, a właściwie o jego synu Albusie Severusie Potterze. Po trzech miesiącach od pojawienia się w księgarniach, prawi trzech miesiącach od kupienia jej na Targach oraz zaledwie kilku dniach po przeczytaniu, przedstawiam wam ósmą część przygód znanego czarownika - Harry Potter i Przeklęte Dziecko.
     Mimo że na okładce jest napisane, że ósma opowieść dzieje się dziewiętnaście lat później, tak naprawdę większość dzieje się dwadzieścia dwa lata po pokonaniu Voldemorta, gdy Albus jest w trzeciej klasie.

     Historia zaczyna się w tym samym miejscu, gdzie kończy się Harry Potter i Insygnia Śmierci. Albus boi się co się stanie, jeżeli trafi do Slytherinu. W pociągu poznaje Scorpiusa Malfoya, syna Dracona Malfoya. W Hogwarcie oboje trafiają do Slytherinu. Na trzecim roku po podsłuchaniu rozmowy ojca i Amosa, Albus chce naprawić jeden z błędów Harry'ego. Pragnie ocalić niepotrzebnego. Ocalić Cedrica Diggory'ego.
     Przyznam, że naprawdę długo zwlekałam z przeczytaniem tej części. I nie chodzi o to, że jest to dramat. Nawet nie to, że tylko w małej części autorką tego jest J. K. Rowling. Po prostu nie jestem fanką postarzania bohaterów. Nawet za epilogami nie przepadam, jeżeli wybiegają za bardzo w przyszłość. Bo przecież jeżeli zostało coś już zakończone, to po co to kontynuować?
     Nie miałam wygórowanych wymagań, bo kontynuacje na siłę zawsze są złe, więc jestem całkiem miło zaskoczona. Lekko się czyta - idealne na podróż. Akcja jest szybka, trochę nawet za. I skoro jest to dramat to nie ma za dużo opisów, za co wielkie dzięki, chociaż didaskalia są nieco zbyt... poetyckie? Nie wiem jak to inaczej nazwać.
     Najbardziej polubiłam Scorpiusa, chociaż nie zachowywał się jak swój ojciec - zaczynając od tego, że przyjaźnił się z Potterem, na tym, że był kujonem, kończąc. Albusa nie polubiłam - może to dlatego, że był lekkomyślny... nie, chyba zadecydowało o tym to, że jest synem Harry'ego i Ginny - obu nie lubię.
     Starzy bohaterowie się zmienili - Harry jest głupszy niż był, Ron upodobnił się do Freda i Georga, Hermiona stała się lekkomyślna w pewnych przypadkach, a Draco nawet polubił szlamę... Wszystko nie tak! Tylko Minerwa McGonagall pozostała taka sama.
     Podsumowując nie jestem fanką dramatu Harry Potter i Przeklęte Dziecko, chociaż chętnie obejrzałabym go w teatrze. Fanom prawdziwego Harry'ego może nie przypaść do gustu, zważając na to, że Voldemort teoretycznie nie mógł mieć dzieci... ale to są przecież szczegóły. Jest to ciekawy dramat, chociaż z kilkoma nieścisłościami. Podobała mi się ta książka, chociaż nie ma tego CZEGOŚ, co ma prawdziwy, pisany prozą Harry Potter.

sobota, 31 grudnia 2016

...należę do Kręgu

07:49 3
     Prawdopodobnie jest to ostatni post w tym jakże wspaniałym dla mnie roku 2016 i mimo że do zrecenzowania mam jeszcze kilka innych książek, m. in. drugą część Magnusa, dwie części Silver, Osobliwy dom Pani Perrigrine i jeszcze trochę, to zdecydowałam się na pierwszą część trylogii Engelsfors, która zrobiła na mnie wielkie wrażenie pod koniec tego roku.

     Akcja książki Krąg Matsa Strandberga i Sary B. Elfgren rozgrywa się w nudnym, zwyczajnym szwedzkim miasteczku Engelsfors, a jej bohaterkami są pięć dziewczyn, które właśnie zaczęły naukę w liceum i kompletnie się od siebie różnią: Vanessa - popularna imprezowiczka, Minoo - nieciekawa kujonka, Anna-Karin - prześladowana od podstawówki, Linnèa - narwana emo oraz Ida - po prostu suka. Już zaraz na początku dochodzi w szkole do serii niecodziennych wydarzeń, takich jak samobójstwo Eliasa - przyjaciela Linnèi, a dziewczyny podejrzewają, że jest z nimi powiązana dyrektorka liceum - Adrianna Lopez. Zaraz na początku u jednej z nich pojawia się nowa zdolność - Vanessa pewnego dnia staje się niewidzialna. Gdy na niebie pojawia się czerwony księżyc, który widzą tylko nieliczni zaczyna się ich przygoda...

     Krąg zainteresował mnie już w pierwszym rozdziale poprzez śmierć Eliasa. Jest w niej to coś, co sprawia, że nie chce kończyć się jej czytać i pragnie się natychmiast dostać odpowiedzi na wszystkie pytania i zagadki. Wiele razy fabuła zmienia swój bieg o sto osiemdziesiąt stopni i tylko czasami zwalnia tempo. To tempo według mnie jest nawet trochę irytujące - wydarzenia, które powinny być krótkie dla mnie toczą się w nieskończoność, natomiast te fragmenty trzymające w napięciu, np. wewnętrzna walka z demonem czy starcie na końcu książki, są trochę przykrótkie. Nie podoba mi się również to, że zło nie ma żadnej swojej nazwy, tylko jest po prostu Złem.
     Bohaterki są wielowymiarowe, stopniowo poznajemy ich psychikę, jednak nie na tyle, żeby od razu wszystko wiedzieć, bo przecież musi coś zostać na pozostałe dwie części. Niestety mało dowiadujemy się o Idzie, ale mam nadzieję, że to się jeszcze zmieni, bo byłoby to tak trochę niesprawiedliwe. Najbardziej denerwującą mnie postacią zdecydowanie jest Anna-Karin, którą nieustannie czytam jako Anna Karenina, ponieważ najpierw coś robi, potem całkowicie się z tego wycofuje i nie ma zamiaru używać swojej mocy. Jest dziecinna. Na razie jeszcze nie mam ulubionej postaci.  Pardon - czułam sympatię do jednej postaci jednak ona już się nie pojawi. To jest przykre. Bardzo polubiłam Nicolausa, przewodnika czarownic, i jego kota. Jednooki Kot jest naprawdę spoko.
     Mimo kilku wad Krąg Matsa Strandberga i Sary B. Elfgren to nieustannie trzymająca w napięciu lektura i bardzo miłe zaskoczenie na koniec tego roku. Wprawdzie jest o magii, jednak jeszcze w tej części nie jest to jakieś pierwszoplanowe, ale to zapewne też się jeszcze zmieni. Polecam wszystkim wielbicielom fantastyki i niech nie zrażą was trochę trudne do przeczytania szwedzkie słowa.
     Udanego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego roku! 😘

sobota, 26 listopada 2016

...dostrzegam Wszystko to, co wyjątkowe

03:38 3
     Książka, której nie mogłam się doczekać, ale czy warto było czekać? Kolejny wielki sukces czy może tym razem wielka klapa? To i wiele więcej w tym właśnie poście o powieści jedynego i niepowtarzalnego Matthew Quicka Wszystko to co wyjątkowe.

     Główną bohaterką jest Nanetee O'Hare, a wszystko zaczyna się od tajemniczej powieści pt.: Kosiarz Balonówki i pechowych Walentynek. Nanetee jest gwiazdą szkolnej drużyny piłkarskiej, jednak od kilku lat marzy o tym, żeby z nią skończyć. Nie myśli o przyszłości, nie jest typową nastolatką. Przeżyła kilka trudnych okresów w życiu, jednak kiedy poznaje Alexa wszystko komplikuje się jeszcze bardziej. Zostaje buntowniczką, mówi wszystko co myśli, opuszcza drużynę i pokazuje całemu światu środkowy palec. Razem z Alexem chce odkryć tajemnicę Kosiarza i jego autora.

     Co myślę o Wszystko to co wyjątkowe? Powiem tak - zawiodłam się, Panie Quick. Wprawdzie jest to dobra książka, ale naprawdę słaba w porównaniu z innymi jego autorstwa. Porusza bardzo ciekawy temat tego, jak zmieniamy się pod wpływem książek, jednak nie zachwyciła mnie.
     Jestem także zdegustowana tym, że to nie Moondrive (Wydawnictwo Otwarte) wydał tę książkę i to nie tylko dlatego, że nie pasuje do pozostałych. Po prostu od razu czuć, że coś nie pasuje - inne kartki, inna czcionka...
     Jeżeli ktoś nie czytał poprzednich powieści Quicka to być może Wszystko to co wyjątkowe spodoba mu się. Nie porusza, raczej traktuje o lekkomyślności nastolatków. Ale nie takiej lekkomyślności "w normie" tylko takiej mocno przesadzonej. Trudno mi nawet cokolwiek napisać o tej powieści, bo nawet nie wywołała u mnie żadnych uczuć.
     Jednak coś mi się w tej książce podoba: tajemnica powstania Kosiarza Balonówki. Kogo z nas nie intryguje to, dlaczego książka powstała, jakie były intencje autora, co go skłoniło do stworzenia takich a nie innych postaci i właśnie takiej historii?
     Jak już wcześniej napisałam podoba mi się to, że Quick uwzględnił w tej powieści to, jak możemy się zmieniać pod wpływem książek. Na mnie bardzo wywarły wpływ Wybacz mi, Leonardzie i Prawie jak gwiazda rocka jego autorstwa, Złodziejka książek Markusa Zusaka i tak właściwie uważam, że większość przeczytanych przeze mnie pozycji literackich w jakiś sposób mnie zmieniło.

wtorek, 1 listopada 2016

...odwiedzę kilka Targów Książki 😍 #2

08:21 1
      W sobotę przybyłam, zobaczyłam i zwyciężyłam. Co takiego? Oczywiście XX Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie! 29 października odbył się trzeci dzień Targów, w których uczestniczyłam w tym właśnie dniu. Co widziałam i kupiłam? Kogo spotkałam i co zdobyłam? O tym właśnie w tym poście.

Jak to mniej więcej wyglądało?

     Tak jak w zeszłym roku Targi Książki odbywały się w Expo Kraków i trwały cztery dni - od czwartku (27 października) do niedzieli (30 października). W zeszłym roku myślałam, że jest bardzo dużo ludzi, ale to co się działo w sobotę to była jakaś totalna masakra - a niby Polacy nie czytają książek. Chociaż mogli ich też przyciągnąć takie osoby jak Martyna Wojciechowska, Robert Makłowicz, Wojciech Cejrowski czy Margaret. Oprócz nich byli oczywiście wspaniali pisarze, np.: Olga Tokarczuk (Księgi Jakubowe). Niestety nie było w tym roku żadnego zagranicznego autora książek dla młodzieży nad czym ubolewam.
Wiki z Tysiąc Żyć Czytelnika
 i jej "mały" stosik książek
Martyna Wojciechowska...
Ciekawe czy w końcu podpisała wszystkie książki...

Co kupiłam?

     Oczywiście książki :D Są to: Magnus Chase i bogowie Asgardu: Młot Thora Ricka Riordana, Harry Potter i Przeklęte Dziecko, Silver Kristen Gier oraz Ale Ciacho! Damiana Kordasa (dokładnie w tej kolejności). Zabawne dla mnie jest to, że zanim poszłam na Targi to byłam w Saturnie i kupiłam trzy płyty... tego samego zespołu! Są to Revolution Radio, American Idiot i 21st Century Breakdown Green Day'a :) Kupiłam sobie jeszcze etui na książki, aby nie niszczyły się one, gdy biorę je do szkoły oraz pozbierałam kilka zakładek.
Moje zdobycze ♥
Let's take a selfie :'D

Kogo spotkałam?

     Tak jak w zeszłym roku czekałam półtorej godziny, jednak nie z powodu tłumu, ale po prostu tej osobie spóźnił się pociąg. A kto to taki? Zwycięzca czwatej edycji MasterChefa Damian Kordas! W sumie spotkanie z nim było jednym z głównych powodów dlaczego pojechałam. Byłam jedną z pierwszych osób, którym podpisywał książkę ♥ Rozmawiałam z nim kilka minut i jest bardzo, bardzo pozytywną i sympatyczną osobą :)

Mam dość tłumu i ludzi!

     Czas na negatywną stronę Targów Książki - tłum. Można pomyśleć, że spotka się tam samych spokojnych i kulturalnych ludzi... nic bardziej mylnego! Czekając na Kordasa stałam w tłumie przy stanowisku, gdzie miał podpisywać książki. W tym czasie książki podpisywała Nela Mała Podróżniczka, a rodzice z dziećmi tak bardzo się pchali, że niemal zostałam zmiażdżona. Najbardziej wkurzyły mnie dwie osoby: wysoka kobieta w szarym płaszczu i facet z wózkiem. Najpierw o tej pierwszej - stałam sobie spokojnie w "pierwszym rzędzie", ona znikąd się pojawiła i zaczęła się rozpychać. Zajmowała więcej miejsca niż trzech ludzi. Serio! A co z facetem z wózkiem? Po pierwsze co za idiota bierze dziecko w dużej spacerówce na Targi, gdzie jest taki ogrom ludzi i do tego staje w najbardziej licznej i ciasnej kolejce! Jednak co tak naprawdę mnie w nim wkurzyło? Opiekunka stoiska powiedziała, że wszyscy mają zrobić krok do tyłu, a ten wyjechał do mnie z pretensjami "co ty robisz, jak możesz się tak rozpychać". Pominę już fakt, że on pojawił się znikąd, więc on ewidentnie musiał się przepchać. Niemniej zrobiło mi się przykro, bo nienawidzę, gdy ktoś oskarża bezpodstawnie, a jeszcze bardzie, gdy ta osoba jest totalnie nieokrzesana i nieodpowiedzialna. Na szczęście jeden ze sprzedawców wpuścił mnie, gdy powiedziałam, że chcę się dostać do Damiana, a nie do Neli. Mina faceta z wózkiem była bezcenna.
♥♥♥

Podsumowując

      Może i mam na jakiś czas ludzi, ale 29 października z pewnością nie był dniem zmarnowanym. Zawsze miło pobyć z osobami mniej więcej swojego pokroju. Jeżeli byliście to koniecznie napiszcie w komentarzach swoje wrażenia! Do zobaczenia w przyszłym roku :)
      A już za niedługo pojawi się recka książki Matthewa Quicka Wszystko to, co wyjątkowe. Już teraz zapraszam!

niedziela, 25 września 2016

...jestem Graczem

09:47 1
    - Miłe jest przereklamowane - mówię. Tak samo jak odpowiedzialne, lojalne oraz każdy inny przymiotnik, którym zostałam opisana w księdze pamiątkowej naszej klasy.
     Agresja napędza agresję, pieniądze napędzają pieniądze, a w tym wypadku gra napędza grę. Witam w, być może nieodległej przyszłości, gdzie adrenalina u większości to podstawa.
     Serce wali mi jak sportowcowi, a im bardziej tłum wiwatuje, tym czuję się bardziej podniecona. Podejrzewam, że to właśnie napędza celebrytów.
     Vee, główna bohaterka, jest ukryta za kurtyną, którą podnosi i opuszcza we właściwym czasie. Nie doszukujcie się tu jakiejś głębokiej metafory, po prostu tak jest - to jej zadanie, oprócz robienia makijażu aktorom, w szkolnym teatrze. Ubiera się w stylu vintage, uwielbia projektować, przypisuje swoje cechy temu, że jest Koziorożcem i przez miesiąc w mojej opinii jest beznadziejnie zakochana.
     Znacie powiedzenie, że zraniona dziewczyna jest zdolna do wszystkiego? Cóż... Vee nam to udowadnia. Dołącza do dystopijnej i szalonej gry o nazwie NERVE. Na czym polega? To takie "prawda czy wyzwanie" tylko brakuje opcji "prawda". Jak już powiedziałam "gra napędza grę"... Za każde wykonane zadanie otrzymuje się nagrodę, a organizatorzy dbają, aby była ona jak najbardziej atrakcyjna. Każdy lubi wygrywać, prawda? NERVE można porównać do dzisiejszego hazardu. Zaczyna się od małych stawek. "Hej, wykonałem wstępne wyzwanie i nie było źle... Zagram dalej, mogę znowu wygrać, więc czemu mam nie spróbować?". I tak ciągle, i ciągle, aż do rundy finałowej, z której, gdy zdecydujesz ją podjąć, nie ma już wyjścia.
     Bezpieczeństwo zapewnione przez rozgłos to moja nowa mantra.
     NERVE Jeanne Ryan dostałam wczoraj i tuż przed snem pomyślałam "a przeczytam sobie przynajmniej prolog" i to wystarczyło, abym się całkowicie wciągnęła. Do piątej nad ranem czytałam, bo nie mogłam się oderwać, mimo że koło drugiej, gdy ktoś zgasił mi światło (nawet nie zauważyłam kto) zaczęłam czytać w świetle z komórki (co stworzyło idealny nastrój), bo nie chciałam się odrywać, a po przeczytaniu było jedno wielkie "Wow" i goniące się myśli. Już dawno nie miałam kaca książkowego - mniej więcej od listopada i Wybacz mi, Leonardzie. Od razu wzięłam laptop i zaczęłam pisać.
     Oczywiście nie odbyło się bez wątku miłosnego, ale da się go znieść. Od 38 strony powtarzałam "Bądź z Tommy'm, bądź z Tommy'm", bo Ian jakoś niespecjalnie przypadł mi do gustu. Niestety potem okazał się świnią.
     Podoba mi się to, że książka Jeanne to naprawdę coś nowego, bo naprawdę nie kojarzę ani książki, ani filmu bazowanej na "prawda czy wyzwanie" lub innej tego typu grze. Doszukałam się tylko schematu "szara myszka robi coś szalonego", ale tylko dla siebie i nie zgrywa bohaterki.
     Zakończenie trochę nie pasuje do całości, bo jest za spokojne, ale autorka pozostawiła je półotwarte - historia może spokojnie zakończyć się w jednej książce, albo może być jeszcze kontynuowana.
     Akcja ma szaleńcze tempo, a każda strona zaskakuje. To, czy książka się spodoba w dużej mierze zależy od uwielbienia do adrenaliny i bycia "na bieżąco". Ta książka może nawet przerazić, bo według mnie jest prawdopodobne, aby powstała taka gra, a gdy to nastąpi pozostanie tylko jedno pytanie: Grasz czy nie?
     Ludzie, którzy lubią wygrywać, zawsze będą grać.
     Szczerze? Zagrałabym w NERVE i to nie dla nagród, ale dla "zabicia czasu". Wiem! Macie może jakieś pomysły na wyzwania? Jeżeli tak, to piszcie w komentarzach, a być może któreś z nich wykonam?

sobota, 20 sierpnia 2016

...nie chcę dorosnąć

13:12 0
     - Większość sprawia wrażenie nieszczęśliwych - przyznałem. - Choć z całej siły próbują to ukryć. Ale dzieci ukrywają to lepiej niż dorośli, prawda? Mam taką teorię, że z wiekiem tracimy zdolność do bycia szczęśliwym.
    Często słyszę, i wy na pewno też, że jeżeli zapytamy kogoś o to, co zrobiłby, np. podczas II Wojny Światowej, odpowie, że walczyłby za swój kraj, przeciwstawiłby się tyranowi i opowiada inne tego typu badziewie. Nie żyjemy w tamtym czasie, w tamtym kraju, więc nie możemy powiedzieć, co byśmi zrobili (a obstawiam, że większość z  nas by uciekła, jeżeli mieliby gdzie). W dużej mierze to właśnie o tym jest Wybacz mi, Leonardzie - o tym, że nie możemy osądzać ludzi, skoro nie jesteśmy na jego miejscu. Że nie możemy powiedzieć "co byśmy zrobili", bo nie dzieje się w to naszej rzeczywistości. Bo jesteśmy sobą, a nie kimś innym.
     Rewolucja rozpoczyna się od ciągu pojedynczych decyzji, od kolejnych wdechów i wydechów. (...) Pokaż mi, że człowiek może być jednocześnie dorosły i szczęśliwy. Błagam!

    Dla Leonarda Peacocka nadchodzi w końcu dzień, na który wielu z nas czeka - dzień osiemnastych urodzin.On też na niego czekał, ale z zupełnie innego powodu. Nie spodziewa się ani imprezy, ani prezentów, ani hektolitrów alkoholu. Po prostu pakuje cztery prezenty dla przyjaciół - kapelusz w stylu Bogarta, czek na rzecz pewnej organizacji, wojskowe odznaczenie, srebrny łańcuszek oraz robi zdjęcie swoim iPhonem, któremu nadaje tytuł Śniadanie nastoletniego zabójcy.
    Do tamtego dnia niewiele rzeczy sprawiało mu radość. Były to muzyka jego szkolnego kolegi, Babacka, spędzanie czasu ze swoim sąsiadem Waltem, głównie na oglądaniu filmów z Bogartem, lizaki o smaku piwa korzennego oraz lekcje z Herr Silvermanem, na których może mieszać w głowach swoim kolegom.
    Dlaczego więc czekał na ten szczególny dzień?
    Ponieważ w dniu, gdy osiąga dorosłość. według prawa, ma zamiar sprzątnąć z tego świata swojego byłego przyjaciela Ashera Beala, którego uważa za nazistę, a także popełnić samobójstwo i to wszystko za pomocą pistoletu z czasów II Wojny Światowej - walthera P38, który otrzymał od ojca jakieś dwa lata wcześniej.
    Leo, który według matki przypomina "grunge-rockowego ćpuna", większość ludzi, a szczególnie dorosłych uważa za osoby żałosne i w większości przypadków nieszczęśliwe, a co więcej niezdolne do szczęścia. Za jedną z najbardziej żałosnych osób uważa Lindę - swoją matkę. Uważa, że: jest samolubną olewającą suką. Właśnie dlatego postanawia zastrzelić siebie w dniu osiemnastych urodzin - nie chce zostać szarym, wykonującym czyjeś polecenia, uberżałosnym dorosłym. Jego ulubioną książką jest dzieło Williama Shakespeare'a Hamlet. Według niego: cała sztuka jest argumentacją na rzecz odebrania sobie życia.
     W takim razie dlaczego zmusza nas pani do uczenia się o takich postaciach jak Hamlet, o prawdziwych bohaterach, skoro nikt nie oczekuje potem, że będziemy się na nich wzorować? Czy naprawdę mamy tylko przejmować się punktami, podaniami na studia i całą resztą Robić to, co wszyscy inni?
    Wybacz mi, Leonadzie Matthewa Quicka, gdy czytałam pierwszy raz, pochłonęłam w jedną noc. Parę razy chciałam odłożyć książkę, ale nie potrafiłam spać, zastanawiając się, jak zakończy się (albo i nie zakończy) historia głównego bohatera.
    Leonard Peacock może i trochę "ma nie po kolei w głowie" i jest socjopatą, ale jest doroślejszy od swoich rówieśników, przez co jest wyalienowany. Może jest nieco egoistycznym dupkiem, ale jest również bardzo empatyczny. Można powiedzieć, że Leo jest ostoją przeciwieństw. Prowadzi również wewnętrzną walkę. Jest emocjonalnie rozerwany pomiędzy chęcią zabójstwa i samobójstwa, ale jednocześnie chce, aby ktoś ogarnął co ma zamiar zrobić,żeby ktoś go powstrzymał. Do tej pory przy życiu trzymała go głównie dręcząca go zagadka zawsze długich rękawów Herr Silvermana - jego nauczyciela historii Holokaustu. Ma dziwne przeczucie, że ta informacja, powód, dla którego jego nauczyciel nigdy nie ma odsłoniętych ramion, może odmienić jego życie. Ma również nadzieję, że mimo tego, iż nikomu nie wspomniał o swoich urodzinach, usłyszy: wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Do końca ma wiarę. Pod kilkoma względami jest do mnie podobny, np. obaj nie chcemy stać się szarymi ludźmi, jesteśmy nieco popieprzeni, przeciwstawiamy się dorosłym oraz często najpierw mówimy, a dopiero potem myślimy. Naprawdę go polubiłam i poczułam z nim jakąś więź.
     Tylko w jednym momencie byłam zdegustowana. Autor jako ulubiony zespół Ashera podał Green Day i to mi w zupełności nie przeszkadza, jednak jako jego ulubioną piosenkę podał American idiot. Jasne, lubię tę piosenkę, ale Matthew mógł się bardziej postarać, bo przecież GD ma wiele wspaniałych utworów, np. Holiday, Boulevard of Brocken Dreams, czy When I come around, a wybrał chyba najbardziej popularną ich piosenkę. Nie wiem czy wynika to z lenistwa autora, czy z tego, że chciał zrobić z Beala jeszcze większego ignoranta.
     Ogólnie książkę Quicka czyta się bardzo dobrze. Autor na prawie każdej stronie zaskakuje. Jest to niezwykła opowieść o inności, odrzuceniu, samotności, ale także nadziei, że w przyszłości, mimo że nic na to nie wskazuje, nasze życie może się zmienić na lepsze. Wybacz mi, Leonardzie skutecznie za pomocą kilku celnych strzałów zmieniło mnie i moje spojrzenie na świat. Jestem nawet skłonna powiedzieć, że dzięki niej stałam się trochę lepszym człowiekiem, chociaż nie w ten sposób, w jaki większość by chciała.
     Uwielbiam wszystkie książki Quicka. Podkreślają inność, przez co bohaterowie nie są typowi. Nie są bohaterami, nie zmieniają świata na dużą skalę. Mają zwykłe życie, zwyczajne problemy i nieźle popieprzone w głowach. Każda opowieść jest inna - tak jak każdego z nas.

czwartek, 18 sierpnia 2016

...żyję na Cmentarzu Zapomnianych Książek

12:20 0
      Jest to post podsumowujący serię Carlosa Ruiza Zafòna, która nosi tytuł Cmentarz Zapomnianych Książek. Składają się na nią:


  • Cień Wiatru - przeklęta opowieść o przeklętych ludziach związanych mroczną przeszłością
  • Gra Anioła - zagadka nieszczęść związanych z tajemniczym domem z wieżyczką
  • Więzień Nieba - historia więźnia mrocznej Barcelony

  •      Poezję pisze się łzami, powieść krwią, a historię rozczarowaniem.
         Powyższe stwierdzenie pochodzi z Gra Anioła. Szkoda tylko, że autor nie dopisał czyimi łzami, czyją krwią i czyim rozczarowaniem. Zafòn zdecydowanie pisze krwią osób, które jego powieści czytały, czytają, bądź czytać będą. Powoli wżerają się w duszę czytelnika, aby przeklęte pozostać tam na zawsze. W każdym razie ja tak uważam.
         Po przeczytaniu całej serii miałam "lekkiego" kaca książkowego, ale byłam też lekko zdezorientowana. Gdy czytałam pierwszą książkę z Cmentarza..., w moim przypadku była to Więzień Nieba, wszystko było jasne, a w każdym razie na tyle, na ile pozwalała powieść, a kiedy czytałam ostatnią (dla mnie) Cień Wiatru, wszystko mi się zlewało - nazwiska, ludzie, wydarzenia, książki. Nie zmienia to jednak faktu, że jestem oczarowana jego książkami, chociaż nie polecam ich osobom poniżej piętnastego/szesnastego roku życia.
         Powieści Zafòna oprócz Cmentarza Zapomnianych Książek - tajemniczego miejsca, gdzie znajdziesz każdą książkę, jaka kiedykolwiek została napisana - łączy je również księgarnia Sempre&Synowie. Losy bohaterów, mimo że dzieli je kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, są ściśle ze sobą związane.
         Czytając te książki, zapominałam o wszystkim co mnie otaczało. Przeżywałam każde wydarzenie z ogromną siłą. Jedyną ich wadą jest to, że bardzi trudno jest się od nich oderwać, jednak gdy już się to zrobi, to bardzo ciężko do czytania wrócić.
         Już to pisałam, ale powtórzę: podoba mi się nowa mroczna Barcelona, wykreowana przez Carlosa Ruiza Zafòna, którą on sam nazywa Misto Przeklętych.
         Wprawdzie akcja serii rozgrywa się w latach 1900-1966, a głównie w 1919-1956, czyli latach bardzo niespokojnych, to wojna znajduje się na bardzo dalekim planie. Historia skupiona jest na pojedynczych i najbardziej niezwykłych z ludzi, czyli na autorach: Julianie Caraksie, Davidzie Martinie oraz Diego Marlasce. Jest jeszcze Fermin Romero de Torres, czyli uciekinier rodem z Dantego, ale także także wspaniały przyjaciel. Oni wszyscy są ludźmi przeklętymi, a rodzina Sempre odgrywa ważną rolę w odkupywaniu ich win. Daniela Sempre, bohatera pierwsze i ostatniej części, można porównać do czytelnika - odkrywa kawałek po kawałku niezwykłe historie i mroczne tajemnice niezwykłych ludzi, zupełnie tak jak my podczas czytania książki.
         Podsumowując: Pokochałam Cmentarz Zapomnianych Książek Carlosa Ruiza Zafòna. Na pewno jeszcze nie jesden raz przeczytam te i inne jego książki i nie obraziłabym się, gdyby autor zdecydował się kontynuować tę serię. Według mnie jest to prawdziwe arcydzieło.

    środa, 10 sierpnia 2016

    ...zamieszkam na Castrze

    05:15 0
         Będąc na obozie kupiłam sobie trzy książki: długo wyczekiwaną Big Red Tequila Riordana, szukaną kilka miesięcy Cień Wiatru Zafona oraz zupełnie nieznaną mi powieść Jenny Martin Wyścig. Dzisiaj o tej ostatniej.

         Akcja Wyścigu rozgrywa się w XXIV wieku na odległej od Ziemi planecie Castra, gdzie rządzą korporacje. Główną bohaterką jest 17- letnia Phoebe van Zant. Jest ona jednym z najlepszych kierowców na planecie oraz córką sławnego kierowcy rajdowego - Tommy'ego van Zanta, który porzucił ją, gdy miała chyba pięć lat. Zbiegiem kilku okoliczności ze zwykłego ulicznego kierowcy zostaje kierowcą rajdowym Phoenix Vanguard i jeździ z logiem Króla Benroyala - największej szychy wśród Sixerów, czyli ludzi korporacji trzymających w garści całą planetę. Charlie Benroyal posiada Szczelinę Biseriańską, w której znajduje się kopalnia paliwowego sapu, z którego odpadów pozyskuje się antyżel - leczniczy środek, ale także Czarny Sap - najgorszy narkotyk znany w tamtym świecie.
         Podczas wyścigów ulicznych nawigatorem Phee był Bear, jej przyrodni brat. Gdy zaczyna startować dla Benroyala jej nawigatorem zostaje Cash, mroczny książę Cyan-Bisery, i po części przez niego wplątuje się do międzygwiezdnej afery.
        Mogłam pędzić, ale nie mogłam biec. Mogłam żyć, ale nie oddychać.
         Mam jedną uwagę: osoba, która pisała opinię na okładkę chyba nie oglądała ani Gwiezdne Wojny, ani Szybcy i Wściekli. Jasne są międzygwiezdny konflikt i szybkie samochody, ale na tym to się kończy, a po przeczytaniu opisu na okładce spodziewałam się wielu nielegalnych wyścigów, ucieczek przed policją, wybuchów... Czegoś bardziej w stylu Szybcy i Wściekli, a nie nudnych wyścigów w stylu Nascar. Na szczęście ostatni wyścig jest bardziej w stylu Dakar.
         Czy w takim razie uważam, że Wyścig Jenny Martin jest rdzewnie zły i nieciekawy?
         Zdecydowanie nie. Phobe jest bohaterką chcącą się ścigać, ale nie stracić siebie przez korporacje. Średnio ją lubię, bo jest jedną z tych "chcę uratować świat, więc wpakuje się w kłopoty". Podoba mi się, że potrafi walczyć, a nie czeka, aż ktoś coś zrobi za nią, chociaż nie zawsze przy tym myśli. Bear i Chash mnie nieco denerwują, bo nie potrafią wprost ukazać tego co czują i raz wiedzą czego chcą, a raz nie, ale dzięki temu są bardziej wiarygodni. Uwielbiam managera zespołu, Augusta, który musi mieć jakiś włoskich przodków.
         Najbardziej w książce J. Martin podoba mi się to, jak opisuje uczucia Phoebe, kiedy siedzi w samochodzie, kiedy tempo akcji i narracji jest właściwe opisywanym wydarzeniom - szybkie i bezwzględne dla otaczającego świata, bo jest tylko bohaterka i jej samochód.
         Jeżeli już sięgniecie po Wyścig, to ciężko będzie wam się od niego oderwać. Tempo akcji jest naprawdę szybkie, przez co nie będziecie wiedzieli, kiedy już dotrzecie do ostatniego rozdziału. Byłam trochę zawiedziona, bo spodziewałam się "wściekłej" akcji, ale i tak uważam, że jest to bardzo dobra książka, szczególnie na wakacje. Czekam na kolejną część :)

    wtorek, 9 sierpnia 2016

    The Selection Book Tag

    05:54 0

        The Selection Book Tag oparty jest na świetnej serii Kiery Cass pt. Selekcja, na którą składają się Rywalki, Elita, Jedyna, Następczyni oraz Korona. Ten tag nawiązuje do trzech pierwszych części serii.
        Nominację otrzymałam, od Zosi prowadzącej blog Książki to moje paliwo, już prawie miesiąc temu, ale dopiero dzisiaj się za niego wzięłam. Zasady tagu: Na karteczkach zapisujemy tytuły 9 książek, a później do każdej kategorii losujemy jedną, otwieramy ją na dowolnej stronie i szukamy imienia jakiegoś bohatera (w jednym przypadku nazwy miejsca), który zostanie przypasowany do danej kategorii. No to zaczynam.



    Wybrane książki
    Matthew Quick Wybacz mi, Leonardzie
    Alexandra Bracken Mroczne Umysły
    James Dashner Więzień Labiryntu
    Jenny Martin Wyścig
    Tahereh Mafi Sekret Julii
    Lauren Kate Łza
    Rick Riordan Krew Olimpu
    C.C. Hunter Urodzona o północy
    J. K. Rowling Harry Potter i Czara Ognia

         Już jestem ciekawa co mi z tego wyjdzie.
    1. Miejsce, w którym odbędą się Eliminacje
         Pierwszą książką, którą wylosowałam jest Wyścig Jenny Martin. Przyznam godne miejsce mi się trafiło, bo niestety nie jest to tor wyścigowy, tylko Iglica, czyli wypasiona chata "Króla" Benroyala.
    2. Król i Królowa
        Alexandra Bracken Mroczne Umysły - uwaga, uwaga Królem i Królową zostają Ruby Elizabeth Daly i Clancy Gray. Clancy'ego jakoś widzę jako króla, ale Ruby... Przynajmniej będą mieli wszystko pod kontrolą. Dosłownie.
    3. Pokojówką zostanie...
         ...młoda wiedźma Miranda z książki C.C. Hunter. Bałabym się o swoje rzeczy, bo mogłaby przekombinować z czarami.
    4. Gwardzistą będzie...
         ...ktoś z Harry Potter i Czara Ognia. Oby to nie był ani Harry, ani Ron, bo już bym współczuła kandydatkom. Fred Weasley jako gwardzista? Iglica chyba pójdzie w kilka dni z dymem. 
    5. Biuletyn poprowadzi...
        Łza Lauren Kate. Proszę żeby to była Cate, bo to by było ciekawe... Niestety nic z tego. Następcą Gavrila jest Brooks. Uh... Oby nikogo nie zabił.
    6. Księciem szukającym księżniczki zostanie...
        Rick Riordan Krew Olimpu, a miałam nadzieję, że załoga Argo II zorganizuje wesele. O nie! Tylko nie to! Księciem zostaje mój ukochany Leo Valdez, On i Fred razem w pałacu... Ja bym już uciekała.
    7. Główną rywalką o zwycięstwo będzie...
         ...Lily z Sekret Julii. Szczerze? Nie pamiętam, która to, bo już kilka lat temu czytałam tę książkę.
    8. Eliminacje wygra...
         ...tu nawet nie muszę szukać, bo jest tylko jedna dziewczyna w tej książce. James Dashner Więzień Labiryntu, czyli Teresa. Ona i Leo nawzajem siebie szybciej pozabijają, niż w sobie zakochają.
    9. Wesele młodej parze zorganizuje...
         To będzie chyba najbardziej depresyjne wesele w stylu Bogarta... oczywiście z bananowymi naleśnikami! Wesele zorganizuje Leonard Peacock z książki Wybacz mi, Leonardzie Matthewa Quicka.

         Jakoś nie widzę tych Eliminacji. Nie licząc miejsca i pary królewskiej, to będzie to jakaś katastrofa. Do zrobienia tego tagu nominuję Izę - Niby Nikt, Julię - Z nosem w książkach oraz Filipa - Filip w Labiryncie Książek

    sobota, 16 lipca 2016

    ...wpadnę w kłopoty wielkości Teksasu

    13:07 0
         Książka jak na mój gust za stara, ponieważ jej pierwsze wydanie pojawiło się w 1997 roku, a ja raczej nie czytam książek sprzed 2001 roku. Wyjątkiem są dzieła Shakespeare'a, powieści Tolkiena, książki o genialnym detektywie Sherlocku Holmesie Sir Artura Conan Doyla oraz Portret Doriana Graya Oscara Wilde'a. Pojawia się więc pytanie dlaczego sięgnęłam po tę książkę. Odpowiedź jest prosta - została napisana przez Ricka Riordana, mojego ulubionego autora, znanego ze swoich książek usnutych wokół różnych mitologii. Jednak tym razem z fantastyką i mitologią koniec. Chociaż może raczej się jeszcze nie zaczęły, mając na uwadze to, że pierwsza książka o młodym herosie Percym Jacksonie ukazała się osiem lat później w 2005 roku.
         Wracając do książki, którą mam zamiar przedstawić - kryminał rozgrywający się w Teksasie oraz nielicencjonowany detektyw i równocześnie amator tequili, a także mistrz tai-chi... Oj, mówię wam - w Big Red Tequila, pierwszej części serii Tres Navarre, dużo się dzieje.
    Pierwsza zasada płatnego morderstwa - powiedziałem - to zabić zabójcę.
         Jackson "Tres" Navarre, wraz z kotem Robertem Johnsonem, po dziesięciu latach wraca z San Francisco do rodzinnego miasta na prośbę swojej eks - Lillian Cambridge. W San Antonio mało kto wita go życzliwie - na dobry początek wywala byłego najemcę domu, a Jay Rivas z miejscowej policji daje mu radę, aby wracał skąd przyjechał. Oczywiście jego była nie jest jedynym powodem, dla którego wrócił. Tres ma zamiar rozwikłać sprawę sprzed dziesięciu lat, czyli morderstwo jego ojca, byłego szeryfa, które to śledztwo porzuciło zarówno policja, jak i federalni. WSZYSCY obwinili o zbrodnię mafię, dokładnie Guya Whita, bądź Randalla Halcomba, przestępcę, którego za kratki wpakował szeryf Jackson Navarre i któremu ktoś dwa dni po śmierci szeryfa wpakował kulkę między oczy. Tres ma zamiar za wszelką cenę rozwiązać sprawę sprzed dekady.
         Kilka dni po jego powrocie znika Lillian. Jack jest pewny, że obie sprawy w jakiś sposób się ze sobą łączą. Do kręgu podejrzanych zaprasza Beau Karnaua - współpracownika Lillian, fotografa i właściciela galerii, Dana Sheffa - byłego panny Cambridge i bogacza, któremu w dzień przyjazdu nieźle dokopał, Terry'ego Garza - pracownika w rodzinnej firmie Sheffów oraz miejscowego polityka Fernanda Asantego, poniekąd wroga szeryfa Navarrego. Tres dobrze wie, że mimo swojego uroku osobistego wpakował się w kłopoty wielkości Teksasu, a w tym przekonaniu utwierdziło go nie tylko to, że kilka razy do niego strzelano, ale także to, że próbowano z niego zrobić ludzką tortillę za pomocą niebieskiego thunderbirda.
         Już po przeczytaniu trzech pierwszych rozdziałów wiedziałam, że z Big Red Tequila nie będę się nudzić. Nie pomyliłam się. Książka zawiera typowy dla Riordana humor. Każdy wątek, każde wydarzenie, każde zdanie, każde słowo jest szczegółowo przemyślane co czyni tę książkę niezwykłą. Może dla niektórych będzie nieco za dużo przekleństw, ale do cholery akcja rozgrywa się w Teksasie! Przekleństwa są tu tak niezbędne, jak Percy Jackson w Olimpijscy Herosi. BRT jest również skarbnicą wiedzy na temat tego, jak się bronić. Jest tam też taka informacja, w którym miejscu należy nacisnąć kciukiem, aby pobudzić pracę serca i kilka innych przydatnych informacji.
         Tres Navarre bardzo przypadł mi do gustu. Nie wiemy o nim i jego rodzinie od razu wszystkiego, tylko stopniowo się tego dowiadujemy. Jest to bohater, który mało czym się przejmuje i zrobi wszystko, aby dopiąć swego. Nie zważa na to, co mówią inni. Upiory przeszłości go męczą, więc stawia im czoło. Nie jest może tak genialny jak Sherlock Holmes, ale spokojnie może się z nim równać.
         Osobiście nie widzę minusów w tej książce. Akcja jest zawiła, a większość tropów zarówno łączy się ze sobą, jak i prowadzi donikąd. Każda postać jest doskonale wykreowana. Wątek miłosny nie jest przesadzony i jest minimalnie zauważany. Trup może i nie ściele się gęsto, a krew nie spływa potokami, ale za to mamy do czynienia z amatorami big redów i tequili oraz dużą dawką marychy i kokainy. Zastanawia mnie tylko, jak jedno, wtedy jeszcze niewielkie, miasto może pomieścić niezłą siatkę mafijną, policję, detektywa z kotem, niezrównoważonych bogaczy i zagadki ciągnące się przez dekady.

         Z mojej strony to tyle. Z całego serca polecam Big Red Tequila autorstwa Ricka Riordana wielbicielom kryminałów, zawiłych akcji lub sztuk walki. Sama z niecierpliwością czekam, aż w Polsce zostaną wydane kolejne części serii Tres Navarre. Na szczęście zapowiedziano już drugą część Taniec Wdowca, ale niestety nie znam jeszcze daty premiery :( Obstawiam czerwiec przyszłego roku. Jeżeli ktoś coś wie to byłabym wdzięczna za informacje.